Camino De Santiago...

Dwa dni temu wrocilam z 3 tygodniowego urlopu, a raczej z najlepszych wakacji jakie moglam sobie zafundowac- spelnilam swoje marzenie :) 

Wybralam sie na Camino de Santiago ( Droga Sw. Jakuba w Hiszpanii). wraz z kolezankami zdecydowalysmy sie na Szlak Centralny Camino Portugues, ktory  rozpoczal sie w Porto w Portugali i zakonczyl w Santiago de Compostela - 240 km - 9 dni.



Szczerze mowiac, nawet nie wiem jak mam o tym opowiedziec - wydaje mi sie, ze zadne slowa tego nie opisza- to po prostu trzeba przezyc. Jest to wspaniala droga do poznania samego siebie, zmierzenia sie ze swoimi slabosciami, myslami, kontrola nad wlasnym zyciem i przede wszytskim- zmierzenia sie z bolem fizycznym. Czasami nam sie wydaje, ze nie mozemy juz wiecej, ze to juz koniec ale tak naprawde jestesmy silniejsi niz nam sie wydaje - jestesmy w stanie pokonowac swoje slabosci tylko My po prostu w to nie wierzymy i szybko sie poddajemy... Za szybko... Wolimy aby nasze " zle emocje" nas pokonaly mimo, ze sami potrafimy z nimi zawalczyc, tylko nie jestesmy tego swiadomi - sama doskonale wiem po swoim przykladzie... 

Nie mam zamiaru opisywac jak wygladal kazdy dzien - bo to juz zapisalam w moim dzienniczku Camino de Santiago. Raczej chcialabym powiedziec jakie emocje mi towarzyszly podczas codziennej 25 km wedrowki do celu, ktorym byly schroniska czyli tak zwane Albergues. 
Pomimo tego, ze na Camino wybralam sie z dwoma kolezankami, podrozowalam sama to zanczy, zawsze wyruszalysmy ze schroniska razem okolo 6 rano, a gdy juz bylysmy na fali odlaczalam sie i szlam na przod - lubie szybko chodzic wiec cieszylam sie, ze dziewczyny sa we dwie a ja moge isc sama- sama ze soba, ze swoja pustka, ktora wypelniam nie tym co trzeba, ze swoimi myslami, z rozancem w reku i mala ksiazeczka z modlitwa ks. Dolindo. Uwielbialam ten czas gdy dochodzila 8 rano, a my juz mialysmy za soba 10 km, siadalysmy w barze na kawie i sniadanku a pozniej ruszalysmy pelne energii na przod.... Wtedy byl moj czas na modlitwe - Camino de Santiago potraktowalam jako wlasna pielgrzymke i chec odnalezienia pustki, ktora tkwi we mnie - znalazlam ja, ale jeszcze dluga droga przede mna abym mogla sie z nia zmierzyc i pozwolic dzialac Temu z gory w niej ;)... codziennie odmawialam tajemnice rozanca w roznych intencjach - za Ciebie tez sie pewnie pomodlilam ;) Gdy bylo mi ciezko, doskwieral bol w nogach spiewalam sobie piosenki oazowe, ktore zawsze wyoluja usmiech na mojej twarzy i sprawiaja, ze w modlitwie czuje sie bezpiecznie i nie mysle o swoich problemach i bolu, ktory mi towarzyszyl... Taka dluga wedrowka kazdego dnia daje duzo do myslenia- czujac bol, brak sily w nogach i w calym ciele, upal, lzy w oczach - zdajesz sobie sprawe, ze na prawde jestes szczesciarzem, ze masz zdrowe nogi, ze mozesz chodzic, ze mozesz tu byc i isc tym szlakiem, na ktorym poznajesz wielu niesamowitych ludzi i zawierasz znajomosci na cale zycie. Kazda osoba poznana na szlaku wnosi cos co Twojego zycia, daje Ci poczucie, ze tez jestes wazny w zyciu, ze masz jakis cel i przede wszytskim wiare w siebie! 
Ja kazdego dnia dziekowalam za bol, za to, ze czuje kazdy odcisk, ze trafilam do szpitala, ze nie ukonczylam ostatnicj 24 km, ale ze wszytsko skonczylo sie dobrze - dalo mi to do myslenia. Wyobrazilam sobei sytulacje jakbym naprawde nie miala nogi, jakbym nie mogla pojsc na rower, rolki, podrozowac po swiecie, isc Camino de Santiago - wtedy zrozumialam, ze te problemy, z ktorymi sie zmagam od 3 lat sa malo istotne w porownaniu do utraty nogi.... Przychodzi ten moment, ze zdajesz sobie sprawe, ze jestes silniejszy nic Ci sie wydaje, tylko w to nie wierzysz i zbyt szybko sie poddajesz. Kazdy z nas jest w stanie pokonac swoje slabosci, tylko to wymaga czasu, wiary i zaufania, ze Pan Bog chce dla nas jak najlepiej... Bo tak jest tylko nie mozemy dzialac po swojemu i wbrew Jego woli - musimy byc wdzieczni za wszytstko - nawet za te trudne chwile, bo one powoduja, ze bedzie tylko co raz lepiej, one tez maja nas czegos nauczyc i spowodowac, ze bedziemy moze bardziej doceniac zycie? nie wiem.... ale co zrozumialam, to z pewnoscia to, ze wiary nie da sie zrozumiec, ja trzeba przyjac- nie mozna kierowac sie uczuciami, trzeba zaufac, a to wystarczy.... 
sama mam z tym problem i to ogromny- ale gdy zaufam szczerze- wtedy moj dzien, moje zycie jest wspaniale - nie raz sie o tym przekonalam. Bog daje o sobie znac - musimy tylko to dostrzec, a nie miec klapki na oczach. !
Zrozumialam, ze mimo, ze czasami cos bardzo chcemy musimy odpuscic - ja zarzekalam sie na wszystko, ze mimo, ze mam umrzec dotre do Santiago de Compostela na nogach ( a od 5 dni mialam opuchnieta prawa stope i nie moglam ruszac palcami)! Jednak nie bylo dla mnie to tak istotne - dla mnie najwazniejsze bylo, aby skonczyc moja pielgrzymke w SANTIAGO - jednak Bog tego nie chcial - dla niego nie bylo istotne, abym doszla do samego konca, tlyko zebym mu zaufala. W ostatni dzien wedrowki trafilam w nocy do szpitala i ostatni etap ( 24 km) przejechalam ambulansem do szpitala.... Plakalam, plakalam i plakalam... nie z powodu bolu, lecz z tego, ze pozostalo mi ostatnie 24 km i nie moge ich przejsc - a przeciez przeszlam juz 220 km.... dalo mi to duzo do myslenia... Oddalam wszystkie swoje watpliwosci Temu u gory, zaufalam mu, zrozumialam, ze tak chcial i sie z tym pogodzilam. Wiele mnie to nauczylo - lekcja na cale zycie.... 

Droga Camino byla cudowna, kazdy z nas nazywal sie Pielgrzymem, co chwile na szlaku poznawalo sie nowe osoby, albo spotykalo starych znajomych, z ktorymi sie poznalysmy juz w 1 lub 2 dzien. 
Kazdy z nas mial swoja wlasna intencje Camino, kazdy chetnie pomagal kazdemu, z kazdym rozmawial, dzielil sie doswiadczeniami lub dawal dobre rady ( dzieki temu, przechodzac przez granice Hiszpanska spalysmy juz w prywatnych schronsikach, bo podobno te publiczne nie byly za dobre ;) ) 

Pamietam jeden odcinek drogi w kierunku Ponte de Lima - w portugaliskiej miejscowsoci z megafonow leciala muzyczka przez cala wies i okolic ( ok 8 km) - byl to jeden z najpiekniejszych dni  - sloneczny, piekny dzien, malowniczy szlak na calej trasie, duzo owieczek - nawet tanczacych i jedzacych winogrono, zbieranie fig z drzew i wielu fantastycznych pielgrzymow na drodze :) 

Takie Camino jest wyjatkowe - nie da sie tego opisac, to trzeba przezyc... 
Polecam kazdemu, ktory chce odpoczac od codziennosci, natloku spraw, mysli i spedzic czas na lonie natury, a przy okazji zrobic cos dla siebie ;) uwierzcie mi, nigdy tego nie bedziecie zalowac! 










zdj. Ola Zagdan


Wybaczcie bledy w pisaniu, ale uzywam taty Mac'a, ktorym za bardzo nie umiem sie poslugiwac ;)

Komentarze

Popularne posty