Kulinarna maniaczka w Wielkim Mieście.

No i stało się.... zmieniłam swoje życie o 180 stopnii i przeprowadziłam się do Warszawy ( mimo, że zawsze mówiłam, że nie chce tu mieszkać)! W jednym zdaniu mówiąc: 

Kulinarna Maniaczka w Wielkim Świecie 

W tej chwili przypominają mi się słowa pewnej kanadyjki, którą poznałam podczas mojej podróży Camino de Santiago, powiedziała: " To nie ty masz znaleźć camino, ale camino ma znaleźć Ciebie" i tak też się stało... Po powrocie do Polski okazało się, że mam tu pracę, o której marzyłam od kilku lat i do której mnie wszyscy zachęcali - pracuję w branży eventowej, a dokładnie w jednej z większych agencji eventowych i jestem z tego niezmiernie zadowolona. Codziennie rano budzę się i idę z uśmiechem na twarzy do pracy, dużo się uczę, staram się z siebie dawać jak najwięcej, poznaję nie tylko nowe zakamarki na mapie Polski, ale branżowe newsy, atrakcje i wiele innych- dokształcam się i rozwijam swoją kreatywność, ale przede wszystkim realizuję się w tym o czym zawsze marzyłam- daje mi to pewność siebie i poczucie własnej wartości. Dziś od jednego z podwykonawców usłyszałam, że nieźle się targuje( to akurat wiedziałam- mieszkanie w Hiszpanii, podróżowanie po wielu państwach i kupowanie u ciapatych mnie czegoś nauczyło :D ) 

Ponadto, zaczęłam nowy start w swoim życiu - zapominam o przeszłości i o tym co mnie trapiło ostatnimi czasami, o swoich problemach - chcę żeby znikły na zawsze i zrobie wszystko w mojej mocy, aby tak się stało... Nie dam za wygraną - juz przeleciało mi 10 miesięcy przez palce - wiecej smutku, żalu, płaczu, pretensji, złosci, kłótni niż przez całe swoje życie... ! Najbardziej chyba żałuje tych negatywnych słów wypowiedzianych do siebie, za które teraz się wstydzę... Ale było- mineło i mam nadzieje, że nie powróci i nie stracę wiary w siebie. :)

Wracając do życia w Warszawie - jest super. Mija mi już tu 4 tydzień, a mam wrażenie jakby conajmniej już dwa miesiące - staram się spędzać aktywnie czas, jak nie crossfit to chodzę do teatru, na różne wystawy, warsztaty związane z moim hobby (ostatnio bylam na Vegemanii), bo gdyby ktoś niewiedział to okazało się, że mam nietolerancje na nabiał i jaja.W weekend zaczynam studium podyplomowe Event Management na Uniwersytecie Warszawskim, pragnę się też zapisać na dancehall. Mam fajną współlokatorkę, fajnych ludzi w pracy, dobrą znajomą, która tez ma na imię Kinga i jest równie szalona co ja, a nawet bardziej bym powiedziała. Czuję, że wychodzę na prostą - przez ostatni czas tyle się śmiałam, że nie pamietam kiedy tak było ostatni raz, nie płakałam od miesiąca, jestem uśmiechnietą, zmotywowana do działania i pewną siebie kobietą ( nawet z tymi +8 kg :D )- a to jest najważniejsze! 


ps: przed świętami muszę zaliczyć jeszcze lodowisko na Narodowym, kino, l'aperitivo włoskie,  muzeum Wódki i wieczór na Saskiej Kępie! 

Komentarze

Popularne posty